KARETA WROCŁAWSKI! - "Upalna zima"                           Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak

     

  Słowem wstępu...
  Kareta Wrocławski, co to, skąd to, po co to?


  Idea powołania do życia tego bytu spłynęła nas w Zielonej Górze, bodajże w roku 1996, podczas Bachanaliów Fantastycznych. Los, rękoma organizatorów, sprawił, że wiadoma czwórka wraz z Jackiem Inglotem dostała ten sam pokój w internacie Liceum Lotniczego, gdzie odbywały się konwentowe imprezy. Rankiem, zmęczeni nocnymi rozrywkami, zalegiwaliśmy jeszcze w pościeli, niektórzy przy tym stękali i narzekali na łupanie pod czaszką. Albo ogólnie – na życie.
Rozmowa, z natury rzeczy obijająca się o różne tematy, zeszła na spółki autorskie. Ktoś rzucił pytanie: "A może wszyscy utworzylibyśmy spółkę?". Sprawa wstępnie tyczyła jednego tylko opowiadania, które miałoby być parodią opowiadań Andrzeja Sapkowskiego o Wiedźminie. Wielce zabawne, trochę masochistycznie, wydawały nam się sceny, gdzie skacowany bohater potyka się z rożnymi potworami, które aż tak bardzo potworne w gruncie rzeczy by nie były. No cóż, ten "skacowany wątek" pozostał nam już na cały cykl opowiadań, mimo że później nie nawiązywaliśmy już bezpośrednio do prozy Sapkowskiego.
Warto zauważyć, ze Jacka ominęła chwała i sława, gdyż zmagając się z bólem głowy, odrzucił nasza propozycje tworzenia w piątkę. A potem to już poszło łatwo, pierwszy tekst, no i ustalenie pseudonimu: Kareta, bo nas było czterech i Wrocławski, gdyż wszyscy z Wrocławiem jesteśmy związani. Warto dodać, że umówiliśmy się, że pisząc nigdy nie będziemy siebie wzajemnie popędzać.
Generalnie pisało się w pewnym wypracowanym mozolnie rytmie, na kilka temp: spotkanie - wymyślanie fabuły. Spotkanie – dzielenie fabuły. Spotkanie – gromadzenie strzępów czegoś: tekstów, fabuł, notatek. Piotr przypominał z konspektu, co wymyśliliśmy, inni z trudem przypominali sobie, co takiego fajnego wymyślili, co zapomnieli. I znowu: spotkanie – moderowanie. Potem już z górki: szycie całości, weryfikacja i – do druku!
Rytmy te bywały mocno spazmatyczne. Jeden tekst powstawał pół roku, rok, dwa lata. Ostatnia nowela rodziła się pięć lat.  Z tym, że nikomu to specjalnie nie przeszkadzało, ani czytelnikom, ani wydawcom, ani autorom. Wszak nie chodziło o poganianie?
Tylko o co? Chyba nikt już nie pamięta…

Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak

   
    EuGeniusz Dębski.
Półka z własnymi książkami mierzy dokładnie 106   cm. Spełnił się zatem stary plan – dać światu ponad metr literatury. Gdyby doliczyć przekłady z rosyjskiego doszłoby kolejne trzy czwarte metra. Obarczone jednym grzechem/zaletą – wszystko to szeroko pojęta fantastyka, albo szeroko wdrożona do innego sortu – jednak fantastyka. Są to rzeczy trzymające się albo SF, albo fantasy, kryminalno-fantastyczne lub udające fantasy, jeszcze innym razem udające SF, czy udające horror  SF. Udanie lub nie. Nie wiem. Starałem się.
Następna książka, pisana z żoną Beatą, będzie wolna od grzechu/zalety – kompletnie pozbawiona fantastyki. Staramy się.



   Andrzej Drzewiński. Urodzony 16.10.1959 we Wrocławiu.
absolwent kierunku fizyka Uniwersytetu Wrocławskiego (1983), od 2007 pracuje w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Zielonogórskiego (od 2010 jako profesor nauk fizycznych)
POWIEŚCI
„Zabójcy szatana” (KAW 1989), wspólnie z Andrzejem Ziemiańskim
„Nostalgia za Sluag Side” (KAW 1990), wspólnie z Andrzejem Ziemiańskim
ZBIORY OPOWIADAŃ
„Zabawa w strzelanego” (KAW, Rzeszów 1983)
„Posłaniec” (Nasza Księgarnia 1986), zawiera również dwa opowiadania Mirosława P. Jabłońskiego
„Bohaterowie do wynajęcia” (Fabryka Słów, Lublin 2004), wspólnie z Jackiem Inglotem
(Drzewiński - na podstawie foto A. Mason)
 
  Adam Cebula.
Urodzony 8 marca 1959 roku w Ząbkowicach Śląskich. Wychowany we wsi Przedborowa, w 1978 roku ukończył Liceum Ogólnokształcące w Ząbkowicach Śl. Tegoż roku zaczął studia fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Załapał się na postanie Solidarności, strajki stan wojenny i inne atrakcje przynależne pokoleniu. Po ukończeniu studiów pracuje jako laborant od ponad ćwierci wieku  w Instytucie Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Wrocławskiego. Związany ze środowiskiem wrocławskich fantastyków od czasu studiów, prawdopodobnie najstarszy stażem członek zespołu internetowego czasopisma Fahrenheit. Namawia ludzi do Linuksa i picia herbaty. Nie karany.


 Piotr Surmiak. Ur. 13 (nomen omen) czerwca 1963 r. we Wrocławiu (w roku epidemii czarnej ospy we Wrocławiu - niestety przeżył).
Z wykształcenia architekt (w 1987 ukończył Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej.), z musu grafik oraz twórca i wydawca serii podręczników do programów graficznych (CorelDRAW, Adobe Photoshop) i do systemów MS-DOS. Tworzył redakcję polskiej edycji magazynu komputerowego PC Format oraz magazynu Fotografia & Aparaty cyfrowe, do których pisywał felietony i recenzje sprzętu komputerowego, aparatów cyfrowych oraz oprogramowania. Po kilku latach przerwy jednak znowu projektuje.
Uwielbia czytać książki, zwłaszcza s-f ale też krymnały, powieści sensacyjne, historyczne i z okresu II wojny światowej. Za najlepsze filmy SF uważa Gwiezdne Wojny (oczywiście TYLKO z pierwszej serii, lepiej nie wspominać przy nim JarJara) i Powrót do przyszłości (zresztą kocha wszelkie - dobre – komedie.)


     
O KSIĄŻCE:

* Nauka w służbie fantastyki! Albo odwrotnie?







Nasi partnerzy